Świadkowie: Kierownik ds. niepełnopsrawnych nazywa upośledzonego "debilem"

 

Bardzo swoiście pojmuje pomoc niepełnosprawnym Henryk Brand, kierownik zespołu ds. osób niepełnosprawnych w łódzkim MOPS. Matce kilkorga niepełnosprawnych dzieci mówi: "Jest pani do przodu, nikt nie dostaje takich pieniędzy za nic". Innego, upośledzonego umysłowo, nazwał - według relacji rodziny i świadków - "nierokującym debilem" i "gównem w mojej dupie". - Nie użyłem takich słów, ale się uniosłem - tłumaczył wcześniej.

 

40-letni Paweł G., podopieczny warsztatów terapii zajęciowych (WTZ) jednego z łódzkich stowarzyszeń został skreślony z listy uczestników WTZ po tym, jak nie był na nich obecnych przez kilka miesięcy z powodu pobytu w szpitalu. Jego miejsce na WTZ zajął ktoś inny. Zdaniem rodziny Pawła, z zajęć skreślono go bezprawnie.

 

W Łodzi bardzo ciężko dostać się na takie zajęcia. Jest ich mało, a uczestnicy "zajmują" miejsca przez wiele lat. Na warsztatach niepełnosprawni uczą się wykonywania codziennych czynności, dokonywania wyborów np. poprzez trening ekonomiczny. Paweł radził tam sobie całkiem dobrze, wcześniej, rodzice nauczyli go czytać i pisać (obecnie oboje już nie żyją).

 

W sprawie warsztatów Monika Cichacz, siostrzenica Pawła, poszła do MOPS-u, a konkretnie do kierownika zespołu ds. osób niepełnosprawnych - Henryka Branda. Był on wcześniej dyrektorem Pogotowia Opiekuńczego przy ul. Krokusowej w Łodzi, placówki o złej sławie - dochodziło tam do aktów przemocy pomiędzy wychowankami przy bierności wychowawców.

 

- Pan Brand oznajmił mi, że wszystkie decyzje podejmuje samodzielnie - mówi Monika Cichacz, z zawodu prawnik. Kobieta dociekała, na jakiej podstawie prawnej skreślono jej siostrzeńca z warsztatów i dlaczego nie przyjęto go z powrotem. - Wtedy pan kierownik dostał białej gorączki, zaczął wrzeszczeć. Powiedział, że Paweł jest gównem w jego dupie, a także, że jego czas już minął i trzeba było go skreślić, jak każdego debila, który nie rokuje na poprawę - opowiada Cichacz. - Gdy wychodziłam usłyszałam, żebym wyp... ła z budynku. Wtedy powiedział też, że wszystkie osoby niepełnosprawne powinny być poddane eksterminacji.

 

Usłyszałem krzyki, myślałem, że to napad

 

Świadkami wymiany zdań kierownika Branda z Moniką Cichacz, byli inni klienci MOPS_u czekający na swoją kolejkę. Tak ich zaszokowało to, co usłyszeli, że sami zaproponowali jej pomoc. - zdecydowali się zeznawać przed sądem o wypowiedziach kierownika zespołu ds. osób niepełnosprawnych wobec jednego z podopiecznych MOPS.

 

- Usłyszałem krzyki. Myślałem, że to jakiś napad. Pan kierownik - jak się potem okazało - powiedział, do tej kobiety, że ktoś z jej bliskich jest gównem w jego dupie i świrem nienadającym się do niczego - relacjonuje pan Marek (nazwisko do wiadomości redakcji), który przyszedł do MOPS-u załatwić niepełnosprawnemu bratu indywidualne leczenie w domu... - Zachowywał się tak jakby był bogiem, to było wręcz porażające.

 

Pani Ewa (nazwisko do wiadomości redakcji) chciała w ośrodku załatwić skierowanie na rehabilitację. - Pan Brand mówił, że trzeba kogoś spalić, tylko nie pamiętam kogo. Zamurowało mnie - wspomina kobieta. - Powinien natychmiast zmienić zawód.

 

Monika Cichacz zdecydowała, że skieruje sprawę do sądu. Będzie domagała się przeprosin, zadośćuczynienia na cele charytatywne i usunięcia Henryka Branda z zajmowanego stanowiska.- Zachowanie kierownika było karygodne i naruszyło godność osobistą mojego siostrzeńca i mojej rodziny - uzasadnia.

 

Dyrektorka MOPS: Skarga jest zasadna

 

Siostrzenica Pawła złożyła na ręce dyrekcji MOPS-u skargę opisującą przebieg spotkania. Wicedyrektorka Jolanta Piotrowska przeprowadziła postępowanie wyjaśniające i uznała, że skarga wobec zachowania Henryka Branda jest zasadna. "Wobec kierownika zostały wyciągnięte konsekwencje dyscyplinujące, które mają na celu wykluczenie podobnych incydentów w przyszłości" - napisano Monice Cichacz, w odpowiedzi na jej skargę.

 

"Konsekwencje dyscyplinujące" to - zdaniem Ewy Ściborskiej, łódzkiego rzecznika osób niepełnosprawnych - wystarczająca kara jaka spotkała kierownika Branda. - Poniósł naprawdę duże konsekwencje z tytułu swojego zachowania. Gdyby nie był jednak kompetentnym urzędnikiem, pani dyrektor na pewno podziękowałaby mu za współpracę - uważa Ściborska. Rzecznik osób niepełnosprawnych twierdzi, że do tej pory wpłynęła tylko jedna skarga na kierownika.

 

Pan kierownik źle znosi obecność osób niepełnosprawnych

 

Pieniądze z PFRON-u (Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych) przechodzą właśnie przez MOPS. Podopieczni ośrodka borykają się bowiem nie tylko z niepełnosprawnością - wielu z nich żyje po prostu w biedzie. Walczą o każdy grosz. Często czują się pokrzywdzeni, ale boją się przeciwstawić urzędnikom, bo są od nich całkowicie zależni.

 

- Urzędnicy dali szansę kierownikowi. Niepełnosprawnemu szansy nie chce dać nikt - żali się Barbara Cichacz, siostra Pawła G., którego kierownik obrzucił obelgami, gdy jego rodzina zabiegała o przyjęcie go na warsztaty terapii zajęciowej. - W środowisku rodzin osób niepełnosprawnych pan Brand ma opinię człowieka aroganckiego, nieprzychylnego, nerwowego, który denerwuje się na sam widok osoby niepełnosprawnej - podkreśla kobieta.

 

Henryk Brandt nie chciał z nami rozmawiać. Wcześniej w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" zaprzeczał, że użył takich słów. - Ale to prawda, że się uniosłem, bo ta pani wyprowadziła mnie z równowagi - twierdził. Dlaczego nie zgodził się na powrót mężczyzny na warsztaty? - Wtz to nie jednostka opiekuńcza, ale wspierająca rehabilitację zawodową. Ma zwiększyć szanse zatrudnienia w zakładzie pracy chronionej. Pan Paweł, mimo że uczęszczał na zajęcia tyle lat, nie rokuje, że kiedykolwiek pójdzie do pracy. Dlatego wolałem przyjąć młodą kobietę, która stwarza takie nadzieje - tłumaczył.

 

"Te pieniądze nie są po to, aby cała rodzina pojechała sobie na wczasy"

 

Mimo upomnienia, kierownik Brand nie zmienił nastawienia do podopiecznych. Jakiś czas później, do jego gabinetu przyszła pani Renata M. Czuła się bezsilna, bo podczas poprzednich wizyt, Henryk Brand nie traktował jej dobrze, więc postanowiła z ukrycia nagrać rozmowę z nim. Matka kilkorga chorych dzieci prosiła o dofinansowanie do wakacyjnego turnusu dla trzech opiekunów. Kierownik zgodził się tylko na jednego. Pani Renata próbowała go przekonywać, że sama jest lekko niepełnosprawna, więc ma obawy, że nie da rady z opieką. Oto fragment rozmowy:

 

Reneta M. : - Dlaczego nie chce mi pan przyznać opiekunów na wszystkie dzieci?
Henryk Brand, kierownik zespołu ds. osób niepełnosprawnych: - Te pieniądze nie są po to, aby cała rodzina pojechała sobie na wczasy. Dosyć wykorzystywania funduszu! Decyduje się pani na to co proponuję, czy nie? Nie będę z panią dyskutował. Pojedzie jeden opiekun i koniec. Taki wyjazd kosztuje tyle, co cztery wyjazdy normalnych ludzi.
Renata M.: - A czy nie mógłby pan dać chociaż na jeszcze jednego opiekuna? Ja sama jestem chora, mąż jest po operacji...boję się o dzieci..
Kierownik Brand: - I jesteście cały czas na utrzymaniu społeczeństwa. I tak uważam, że pani powinna dziękować Bogu, że taki fundusz się znalazł. Jest pani do przodu, nikt nie dostaje takich pieniędzy za nic. Za to, że jest piękny i chodzi po świecie. Trzeba nieźle zapieprzać.

 

Ze mną, reporterką TOK FM, kierownik Brand nie chciał rozmawiać. Kiedy odwiedziłam go w jego służbowym pokoju, dosłownie trzasnął mi drzwiami przed nosem. Dyrektorka MOPS-u, której bezpośrednio podlega Brand, mimo kilkakrotnych próśb, także nie zgodziła się ani na spotkanie, ani nawet na rozmowę telefoniczną. Nie wyszła do mnie także wtedy, gdy przyszłam do jej gabinetu. Poprzez sekretarkę przekazała mi, że jeśli ktoś czuje się pokrzywdzony, może złożyć skargę.

 

Prezydent: wyjaśnię tę sprawę

 

Krzysztof Piątkowski, wiceprezydent Łodzi nadzorujący MOPS. - Jeżeli te wszystkie słowa z ust pana kierownika padły, to powiem stanowczo: nie ma w urzędzie miejsca dla takich osób. Żyjemy w XXI wieku, w demokratycznym kraju, urząd jest dla mieszkańców, a nie na odwrót - podkreśla Piątkowski. - Jeżeli MOPS uznał skargę za zasadną, to nie powinno to się skończyć na upomnieniach, MOPS powinien pożegnać się z takim pracownikiem - dodaje.

 

Skargi na zachowanie i pracę kierownika Branda, wpływają do urzędu miasta i rady miejskiej od lat. Wysyła je przewodniczący komisji rewizyjnej Towarzystwa Przyjaciół Dzieci Łódź-Bałuty. Dariusz Stawicki bezskutecznie prosi o przeprowadzenie kontroli w MOPS-ie. W jednym z pism stwierdza: "Spotkałem się ze stwierdzeniem, że Branda nikt ze stanowiska nie może ruszyć. Dotychczasowe skargi, składane nie tylko przez bałuckie TPD, zdają się potwierdzać te pogłoski. Jestem przekonany, że opinia publiczna będzie zainteresowana poznaniem powodów, dla których toleruje się pracownika, który w jawny sposób działa na niekorzyść miasta."

 

- Zobowiązuję się do tego, żeby sprawę wyjaśnić. Jeśli potwierdzą się zarzuty wobec tego pana, to poniesie on wszelkie regulaminowe konsekwencje, łącznie ze zwolnieniem z pracy - zapowiada wiceprezydent Piątkowski.

 


Artykuł opublikowany przez: TOKFM.PL