Jak Poznań maratończyka na wózku witał

 

Leszek Bohl jechał na wózku w poznańskim półmaratonie. Dojechał do mety, ale jej nie znalazł, bo organizatorzy ją zwinęli. - Trzeba było się pospieszyć - usłyszał maratończyk. A medal obiecano przesłać pocztą.

Leszek Bohl z Torunia w 2000 roku miał wypadek samochodowy. Nie może chodzić. Wziął się do biegów na wózkach. Brał udział w dwóch maratonach, kilku półmaratonach i rajdzie wózkiem na 160 km.

 
Tydzień temu przyjeżdża na kolejny półmaraton, do Poznania. Zahartowany treningami Bohl nie boi się zmęczenia, ale po kilku kilometrach psuje mu się przerzutka. Bohl trudzi się na najwolniejszym biegu, który wymaga największego wysiłku, a każdy podjazd jest męczarnią. Jedzie coraz wolniej. Najpierw wyprzedzają go Kenijczycy, potem inni biegacze.

 

Po dwóch godzinach wymęczony, ale szczęśliwy Bohl dociera do miejsca, gdzie zaplanowano metę. Jedną dla biegaczy, drugą dla wózkarzy. Bohl kieruje się w stronę tej drugiej, ale jej nie ma. Żadnej bramki, szyldów, organizatorów i medali, które mieli otrzymać wszyscy startujący. Bohl jedzie na metę dla biegaczy. Ma pod górę. Chce wjechać na metę, ale zatrzymuje go ochrona. - To meta dla biegaczy - słyszy od ochrony. - Ale mojej już nie ma - mówi Bohl. - To trzeba było się pospieszyć - słyszy.

 

Bohl jest zdziwiony, bo limit czasu dla wszystkich startujących to trzy godziny, a on przyjechał po dwóch, choć ukończył bieg jako ostatni z niepełnosprawnych. Świadkiem wydarzeń jest zdrowy biegacz, który bierze czip Bohla i wbiega z nim na metę, by niepełnosprawny mógł być sklasyfikowany jako uczestnik, który ukończył bieg, bo w czipie zapisuje się czas. Ale nie ma medalu, żadnych gratulacji.

 

- Nigdy nie spotkało mnie nic tak przykrego - mówi Bohl "Gazecie". - Przecież startuję po to, by dotrzeć na metę i jak każdy czuć się tam zwycięzcą. W Poznaniu mi to odebrano.

 

Na Facebooku Ryszard Grobelny, prezydent Poznania, chwali się po biegu, że mimo braku kondycji ukończył zawody. Leszek Bohl wpisuje niżej: "Szanowny Panie Prezydencie, czy pozwolono Panu przekroczyć metę Półmaratonu Poznań? Nie zatrzymała Pana ochrona? Wszelkiej pomyślności i wielu sukcesów w promowaniu poznańskiego sportu".

 

Wysyła też protest do organizatorów, Poznańskich Ośrodków Sportu i Rekreacji. Sprawa Bohla w środowisku biegaczy odbija się głośnym echem. Na forach internetowych kilku z nich chciało oddać mu swój medal. Bohl: - Zadzwonił do mnie jednak dyrektor biegu, przepraszając za to, co mnie spotkało, i powiedział, że dostanę medal pocztą. Wytłumaczył też, że nie wiedział, że na trasie jest jeszcze jeden zawodnik na wózku, dlatego zwinęli metę.

 

Monika Prendke, pracownica POSiR, organizatora półmaratonu w Poznaniu: - W następnych biegach metę dla rolkarzy i wózkarzy zostawimy dłużej.

 

Artykuł opublikowany przez Gazeta Wyborcza.pl