Jarosław Pałka

 

Uwielbiam czuć to przedmeczowe napięcie. Uwielbiam zapomnieć o wszystkim, tylko skupić się na przeżywaniu tego co dzieje się na boisku. Mecz i koniec świata. 

 

 

Pochodzę z Zamościa, niedużego miasta, tutaj kibicowałem Hetmanowi. Najpierw z tatą, potem z kolegami chodziliśmy bardzo często na stadion, to było święto. W latach 80. graliśmy w III lidze, pamiętam jak bramkarz Hetmana Zbigniew Pająk przy każdym podejściu do piłki krzyczał "moja!" Na naszym podwórku bramkarz krzyczał tak samo. I wreszcie pamiętam, jak Hetman awansował do II ligi. Na ostatni mecz rundy do Zamościa przyjechał Kazimierz Górski. Stadion był wypełniony po brzegi. Potem wyjechałem na studia do Warszawy.

W telewizji pamiętam mistrzostwa świata z 1982 roku, jeszcze niezbyt dokładnie, ale następne mistrzostwa, tym razem Europy, z 1984 roku już ze szczegółami. Kompletowałem informacje o wszystkich drużynach, które drukowane były w kolejnych numerach "Sztandaru Młodych". Miałem bohatera, Michaela Platiniego. Od tego czasu na wszystkich czempionatach, gdy nie było Polski, kibicowałem Francji, najpierw Platiniemu, potem Zidanowi, Henry'emu. W Polsce królował wówczas Widzew Łódź i z tym klubem wiążą się moje najsilniejsze emocje piłkarskie w młodości. Pamiętam, jak w 1983 roku po raz pierwszy byłem na meczu I ligi. Z rodzicami pojechaliśmy do rodziny do Łodzi i poszliśmy na mecz Widzewa. To było wielkie przeżycie - Widzew z Młynarczykiem, Wójcickim, Wragą, grał z Lechem, z którym walczył o mistrzostwo. Smolarka widziałem na trybunach, bo miał kontuzję. Tłumy ludzi, zwycięstwo 2:0, ale "tylko" drugie miejsce w lidze.

Choruję na postępujący zanik mięśni. Jeszcze gdy byłem mały, to biegałem, ale wolniej od kolegów, dlatego grałem na obronie albo na bramce. Na wózek usiadłem kilkanaście lat temu. Pamiętam stadiony, gdzie wszędzie były schody. To było nie tak dawno. Wtedy osoby z niepełnosprawnością siedziały na samym dole stadionu, przy ławce rezerwowych, nie było mowy o przystosowanych toaletach.

Na mecze chodzę z moimi kumplami, najczęściej z Michałem, z Mateuszem albo z Włodkiem. Ja mam problem z pełną identyfikacją z drużynami klubowymi, może dlatego, że nie pochodzę z Warszawy, Łodzi, czy Gdańska. Te największe emocje przelewam na drużynę narodową albo na mecze klubowe w pucharach. Ostatnio przede wszystkim chodzę na Legię, mam wykupiony karnet. Wcześniej sporo chodziłem na Polonię, a jeszcze wcześniej jeździłem też do Łodzi na mecze Widzewa.

Wspomnień z meczów mam mnóstwo. Pamiętam oczywiście Euro w Polsce. Byłem m.in. na pierwszym meczu, Polska-Grecja. To wyczekiwanie na bramkę było niesamowite. Wszyscy czekali, aż stanie się coś wielkiego, stadion wybuchnie. I wybuchł przy bramce Lewandowskiego! Naprawdę eksplodował. A ja razem z nim. Potem było rozczarowanie, ale tamte emocje zapamiętam na zawsze. Pamiętam też moje pierwsze mistrzostwa w Niemczech w 2006 roku, wtedy polskie stadiony to były głównie schody. W Niemczech czułem się jak w innym świecie, niemal doskonałym, przystosowane miasta, a na stadionie byłem gościem niemal honorowym, czułem się częścią widowiska. Pierwszy raz byłem na takiej imprezie. W oknie niemal każdego niemieckiego domu wisiały flagi narodowe, przed dworcem w Düsseldorfie kibicie grali w piłkę, w parku w Kolonii też kopali piłkę.

Moim marzeniem jest pojechać na mecz Realu Madryt, ale też na Maracanę do Rio de Janeiro. Nie uda się podczas tych mistrzostw, to za skomplikowane i kosztowne. Ale mam nadzieję, że kiedyś to się zdarzy. Chciałbym też oglądać mecze ligi angielskiej. Kibicuję Arsenalowi. Raz, dzięki przyjaciołom, byłem na ich meczu z Boltonem. Liga angielska jest niesamowita. Cóż za zmienność sytuacji w meczach, napięcie, tempo i doskonałe zagarnia, piękne bramki!  

Rywalizacja, emocje, to chyba w piłce było dla mnie najważniejsze. I przeżywanie tego wspólnie. Tylko na stadionie jest to w pełni możliwe. Uwielbiam czuć to przedmeczowe napięcie. Uwielbiam zapomnieć o wszystkim, tylko skupić się na przeżywaniu tego co dzieje się na boisku. Mecz i koniec świata. Lubię też atmosferę przed wielkimi meczami, gdy kibice wypełniają ulice. I jest bardzo przyjaźnie, nie pamiętam, abym przy innych okazjach tak często uśmiechał się do nieznajomych ludzi. Tak było w Klagenfurcie w 2008 roku, gdy polscy kibice bawili się z chorwackimi, pamiętam to też choćby z ostatniego Euro z Gdańska, pełnego kibiców hiszpańskich. Super był też Kijów w trakcie finału, tysiące ludzi na największej ulicy -  Chreszczatyku.

Teraz w Polsce stadiony są w większości dostępne. To jest też wyraz pewnej zmiany cywilizacyjnej. Bardzo ważne, że standardem stało się projektowanie na takim poziomie. Nie trzeba już tłumaczyć, że stadion powinien być dostępny dla wszystkich, że muszę przyjść z asystentem, że muszę mieć gdzie zaparkować samochód, muszę widzieć boisku nawet wtedy, gdy wszyscy wstają i cieszą się ze strzelonej bramki. Uważam, że stadiony piłkarskie stały się najbardziej integracyjnym miejscem w kraju. Czekam na kolejną rundę w Polsce i chcę zobaczyć też inne stadiony.